Dostałam zaproszenie od Nike na Air Max Day



No i oczywiście pojechałam. Nie mogło mnie zabraknąć na premierze najnowszego modelu kolosa z Oregonu, która odbyła się w nocy z 25 na 26 marca. Mowa oczywiście o VaporMax'ach. Bucie, który poruszył niebo i ziemię już w roku ubiegłym kiedy to zapowiadano jego powstanie.


Nie mogłabym nie napisać o nim kilku słów. A więc do dzieła.

Cholewkę wykonano w technologii Flyknit, a wiec jest ona dziana z poliestrowej nici. W miejscach newralgicznych została ona wzmocniona tak by w trakcie biegania nie uszkodzić cholewki. Oczywiście, Dynamic Flywire - nylonowe nitki połączone ze sznurowadłami dopasowują cholewkę do stopy.
Podeszwa środkowa to w całości poduszka gazowa - technologia Air VaporMax, nadająca lekkości całemu butowi, zapewniająca amortyzację na całej długości buta. 
Podeszwa zewnętrzna posiada poliuretanowe wypustki zapewniające odpowiednią przyczepność do podłoża, a na wysokości pięty umieszczono odporne na ścieranie, gumowe nakładki chroniące podeszwę środkową przed uszkodzeniami.



Jak widać jest to but na maksa zaawansowany technologicznie. Bardzo, bardzo futurystyczny. I choć zdecydowanie bardziej jako model podoba mi się w kolaboracji z CDG (bez wiązania) to nadal mam do niego jakąś taką niesamowitą słabość. Coś w nim takiego jest, że przyciąga moją uwagę. To chyba ta brzydota. Zdecydowanie. A ja uwielbiam brzydkie buty.


Jednak premiera owego buta była w zasadzie taką wisienką na torcie. Air Max Day w Polsce tak hucznie obchodzony był chyba dopiero drugi raz, ale mam nadzieję, że i nie ostatni. Podczas imprezy zaprezentowano wszystkie wydania, hybrydy, które serwowano nam przez cały marzec. Trochę tego było, a ja temat ten poruszałam już jakiś czas temu. Aby więc nie dublować informacji, zapraszam do cofnięcia się do tego oto posta -> http://www.st-yl-on.com/2017/02/marcowy-rozkad-jazdy-z-okazji-air-max.html . 



Ogromne wrażenie zrobiła na mnie cała oprawa wizualna. Trzeba przyznać, że Nike mocno się tu postarało.


Dodatkowo zaprezentowano video o Patta Running Team stworzone przez Bartka Walczuka. Duży props, były ciarki.


No i koncerty - Pezet, Quebonafide, dj'skie sety. Zabawa trwała i trwała. 



Koncerty koncertami. Dla mnie jednak ważne jest to, że w końcu spotkałam na żywo kilka Mordek, a i że spędziłam miły czas z bliskimi mi ludźmi.

Dzięki Nike!

You Might Also Like

0 komentarze